Zapomnijcie o Premier League. Ekstraklasa 25/26 to najlepsze show w Europie

Ocena 0/0 głosów
Zapomnijcie o Premier League. Ekstraklasa 25/26 to najlepsze show w Europie

Kto przed startem rozgrywek pomyślałby, że będziemy świadkami tak absurdalnie nieprzewidywalnego maratonu? Sezon 2025/26 przejdzie do historii jako ten, w którym nasza rodzima liga bezlitośnie obnażyła nudną powtarzalność zachodnich potentatów. Podczas gdy w innych krajach faworyci odjeżdżali reszcie stawki już jesienią, u nas pierwsza kolejka odpaliła prawdziwy fajerwerk – wystarczy wspomnieć sensacyjne 1:4 Lecha Poznań z Cracovią czy bolesne 0:4 Jagiellonii z Termalicą. To, co działo się przez kolejne miesiące, wymykało się jakimkolwiek chłodnym analizom. Ostatecznie Lech Poznań dowiózł dziesiąty tytuł mistrzowski w historii, ale droga Nielsa Frederiksena do tego sukcesu przypominała jazdę bez trzymanki, trzymającą w napięciu do samego końca.

Ta liga nie brała jeńców i nie uznawała świętości – co idealnie pokazał los Legii Warszawa, lądującej ostatecznie dopiero na siódmej lokacie. Zamiast tradycyjnego układu sił dostaliśmy bezkompromisowy bój, w którym Górnik Zabrze wbił się na drugie miejsce, a rewelacyjny GKS Katowice niemal do ostatniej serii spotkań bił się o europejskie puchary. Przewidzenie wyników poszczególnych kolejek graniczyło z cudem. Fani, którzy regularnie analizują statystyki i odwiedzają zakłady bukmacherskie, co tydzień musieli rewidować swoje teorie, bo faworyci masowo gubili punkty z zespołami skazywanymi na pożarcie. Taki stan rzeczy – gdzie każdy może ograć każdego bez względu na budżet – uczynił z Ekstraklasy najbardziej ekscytujący produkt telewizyjny na Starym Kontynencie.

Indywidualne błyski w cieniu kontuzji

O sile tego sezonu decydowały też nietuzinkowe postacie i indywidualne popisy. Choć Niels Frederiksen musiał łatać skład z powodu plagi kontuzji – z gry wypadł przecież Ali Gholizadeh – to zmiennicy i liderzy stanęli na wysokości zadania. Mikael Ishak tradycyjnie harował na całej długości boiska, a sprowadzony z Celticu Luis Palma okazał się absolutnym strzałem w dziesiątkę. 

Wykręcenie przez Hondurasa 11 goli i 10 asyst we wszystkich rozgrywkach to wynik, który w dużej mierze przepchnął Kolejorza przez najtrudniejsze momenty. Kiedy po niespodziewanym remisie 1:1 z Arką Gdynia w Poznaniu zaczęło robić się nerwowo, to właśnie Palma i Ishak wzięli sprawy w swoje ręce w kluczowym starciu z Radomiakiem Radom, pieczętując wygraną 3:1 i upragnione mistrzostwo.

Emocje nie ograniczały się jednak wyłącznie do czuba tabeli. Walka na dnie była równie krwawa, a losy trzeciego spadkowicza – obok Arki i Termaliki – ważyły się między Lechią Gdańsk, Widzewem, Piastem a Cracovią. Końcówka sezonu dostarczyła nam dramaturgii, której nie powstydziłby się najlepszy reżyser thrillerów. Legia wyrywająca punkty Lechii w Gdańsku po golu w doliczonym czasie gry czy stadiony pękające w szwach na meczach o życie stworzyły klimat, którego brakuje skomercjalizowanym ligom TOP 5. Ekstraklasa w sezonie 2025/26 udowodniła, że czysty, nieokiełznany realizm pola karnego wciąż znaczy więcej niż tabelki w Excelu.

Autor: Daniel Kubacki
Utworzono dnia:
Ostatnia aktualizacja:
Podziel się
  • facebook
  • twitter
  • telegram

http://spryciarz.com/pilka-nozna/zapomnijcie-o-premier-league-ekstraklasa-2526-to-najlepsze-show-w-europie-n2427

Oceń ten tekst