Mecze w VR, derby Duszanbe i „Setka Cup”

Ocena 4/5 | 1 głos

Cały świat cierpi z powodu koronawirusa, ale niektóre gałęzie gospodarki wyjątkowo dotkliwie odczuwają skutki pandemii. Przedsiębiorstwa z wielu branż codziennie toczą trudną walkę o przetrwanie.

Nie jest łatwo także bukmacherom, którzy jednak nie składają broni nawet w obliczu zawieszenia większości wydarzeń sportowych. Ich najnowszym orężem są mecze prawdziwych zespołów przeniesionych do wirtualnej rzeczywistości. Czy starcia z udziałem Liverpoolu VR czy Realu Madryt VR zdobędą uznanie graczy?

Futbol w wirtualnej rzeczywistości to nie gra losowa, w której wszystko zależy od przypadku. Specjaliści z firmy Sportradar, którzy opracowali system rozgrywek piłkarskich w VR, przeanalizowali ponad 50 tysięcy prawdziwych spotkań, wprowadzając do niezwykle rozbudowanej rozgrywki nie tylko historyczne rezultaty, ale również pogłębione dane statystyczne. Jednocześnie dysponując zaawansowaną sztuczną inteligencją, która przy przeprowadzeniu wirtualnego meczu bierze pod uwagę ogromną ilość danych, a jednocześnie z każdym kolejnym spotkaniem rozwija się, rozbudowując swoją bazę. Rozgrywki w wirtualnej rzeczywistości rozpoczęły się dokładnie od sytuacji wyjściowej na moment zawieszenia meczów w Anglii, Hiszpanii czy Niemczech. Odzwierciedla to tabela w ligach VR, a także dyspozycja zespołów obliczana przez sztuczną inteligencję.

Zaginiony rewolucjonista i królowie szczęścia z Tadżykistanu

„Prawdziwy” futbol całkiem się nie zatrzymał, choć miejsca w których wciąż odbywają się spotkania są co najmniej niecodzienne. Krajowe rozgrywki toczą się swoim rytmem na Białorusi, w Nikaragui, Tadżykistanie i Burundi. Bukmacherzy notują olbrzymi wzrost zainteresowania tymi rozgrywkami, które kibice zaczęli śledzić z zapartym tchem. Dlaczego piłka nożna nie zatrzymała się akurat w tych, odległych od siebie o tysiące kilometrów krajach? Łączy je to, że rządzący zignorowali zalecenia ekspertów i nie wprowadzili restrykcyjnych ograniczeń.

VR w piłce nożnej

Rządzący Nikaraguą rewolucjonista Daniel Ortega, którego ruch w 1979 roku obalił władzę skrajnie prawicowego klanu Somozów, ostatni raz był widziany… 12 marca. Teorie w narodzie się mnożą: wedle jednych 74-latek schował się w bunkrze ze strachu przed epidemią, drudzy twierdzą, że jest przykuty do łóżka w szpitalu, a wedle kolejnych – przywódca nie żyje, a jego otoczenie ukrywa ten fakt. To nie pierwszy taki przypadek w historii rządów Ortegi, którego częste nieuzasadnione zniknięcia dały mu przydomek „Nieobecnego Gubernatora”, a wedle opozycji jest to element szerszej strategii medialnej, która budując wokół przywódcę aurę tajemniczości ma wzmocnić kult jednostki. Niezależnie od tego, jaka jest prawda, poszukiwania przywódcy sprawiło, że władze mają na głowie większe problemy od sportu.

Znaleźć coś dla każdego

Przed bukmacherami stoi zadanie trudne – znaleźć sposób na zapewnienie rozrywki fanom sportów i ich nieodłącznej części, zakładów, w czasie, kiedy największe ligi wszystkich dyscyplin wstrzymały oddech i stanęły. Jest jednak dla nich nadzieja, bo wszyscy, szczególnie w tym trudnym czasie, szukamy sposobu na oderwanie się od rzeczywistości. Mecze ligi tadżyckiej czy nikaraguańskiej nie zastąpią Premier League czy La Liga, tak jak „Setka Cup”, czyli odbywające się na Ukrainie zawody w tenisie stołowym, nie zastąpi Rolanda Garrosa. Ale bukmacherzy robią co w ich mocy, żeby przyciągnąć uwagę kibiców. – Stąd też nasz pomysł na wprowadzenie do oferty Totolotka rozgrywek w wirtualnej rzeczywistości. Mecze odbędą się o tych samych porach, w jakich były zaplanowane spotkania w danych ligach. Symulacja nie bazuje tylko na algorytmie, ale też na formie zespołów sprzed pandemii i sztucznej inteligencji – mówi Mariusz Rzeczkowski, dyrektor marketingu firmy Totolotek.

Totolotek

Utworzono dnia , ostatnia aktualizacja dnia , autor .
Znalazłeś w tekście błąd lub zawarte informacje nie są aktualne? Napisz komentarz lub skontaktuj się z nami.

Betfan bukmacher banner Pudziankowski
Betfan bukmacher banner Pudziankowski