Wygrał zakłady, bukmacher odmówił wypłaty. Sprawa zakończyła się w sądzie.

Ocena 3.52/61 głosów
Wygrał zakłady, bukmacher odmówił wypłaty. Sprawa zakończyła się w sądzie.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Od jakiegoś czasu regularnie obstawiacie mecze. Korzystacie przy tym również z zakładów na żywo.

Pewnego dnia logujecie się do serwisu bukmachera i dostrzegacie niezwykle korzystny kurs, więc bez dłuższego namysłu wpisujecie sumę stawki i czekacie.

  1. Jak to możliwe?
  2. Trzasnął drzwiami, kursy spadły
  3. Oddaj pieniądze, to była pomyłka
  4. Bukmacher to nie sklep

Okazuje się, że wasz typ był prawidłowy i już myślicie, na co wydacie wygraną. Jednak okazuje się, że legalny bukmacher odmawia wam jej wypłaty. Albo idzie nawet o krok dalej i nakazuje wam zwrot pieniędzy za wygrany kupon, które zdążyliście już przelać na swoje konto bankowe.

Czy bukmacherzy mogą tak postępować czy jedynie wykorzystują niewiedzę gracza? Po czyjej stronie stoi w takiej sytuacji prawo?

Powyższe sytuacje zdarzyły się w Polsce naprawdę i to kilkukrotnie. Warto się z nimi zapoznać jeśli kiedykolwiek rozmarzałeś się myśląc kiedyś bukmacher się pomyli, a wtedy ja to wykorzystam. Przebieg jednej z nich wyglądał następująco:

  1. Gracz obserwował wyniki meczów i ofertę zakładów na żywo jednego z legalnych bukmacherów. W pewnym momencie jego uwagę przykuł niesamowicie korzystny kurs dotyczący meczu piłki kobiecej młodzieżowej kategorii U-19 pomiędzy reprezentacjami Tadżykistanu i Uzbekistanu. Pomimo prowadzenia przez zawodniczki drugiej drużyny współczynnik na jej wygraną wynosił aż 200:1.
  2. Gracz dla pewności przetarł oczy, spojrzał jeszcze raz na wynik, po czym niezwłocznie dokonał zawarcia zakładu za kwotę 10 zł. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:0, co oznaczało, że należała mu się przewidywana wygrana na czysto w wysokości 1760 zł.
  3. Radość z tak uzyskanych pieniędzy nie trwała jednak u niego długo, gdyż bukmacher odmówił jej wypłacenia. Bukmacher STS, bo to o niego chodzi, wytłumaczył tę decyzję wystąpieniem oczywistych błędów w trakcie wprowadzania danych ustalających kursy do systemu informatycznego oferty zakładów na żywo.
  4. Sprawa zakończyła się w Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Widzewa w październiku 2018 roku. Gracz domagał się oczywiście wypłaty należnej, według niego, wygranej. Wcześniej próbował złożyć reklamację u bukmachera, jednak spotkał się z odmową. Jak na taką ostatecznie wcale nie dużą kwotę, treść pozwu była dosyć długa i profesjonalnie skonstruowana, z licznymi argumentami świadczącymi o tym, że gracz jest poszkodowany, ma rację, a bukmacher powinien wypłacić pieniądze.
  5. Gracz twierdził, że skutki błędów własnego systemu musi ponieść firma STS. Regulamin rzeczywiście uwzględnia możliwość anulowania przez bukmachera zakładu w przypadku wystąpienia oczywistych błędów. Jednak nadal to on decyduje, co takim błędem oczywistym jest. Taka swoboda interpretacji w zasadzie umożliwiałaby mu odmowę wypłaty wielu innych wygranych, a klient jest w tym momencie od razu na straconej pozycji. Gracz powołał się również na art 385 kodeksu cywilnego, który odrzuca zapisy regulaminów, które kształtują prawa i obowiązki konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza jego interesy.
  6. STS na swoją obronę wskazywał, że wspominany regulamin jest zaakceptowany przez Ministerstwo Finansów i nie odbiega niczym od innych regulaminów stosowanych w branży bukmacherskiej. Mówi on m.in. o tym, że błędy drukarskie, błędy na kuponach lub oczywiste błędy podczas wprowadzania danych bukmacher może anulować nawet po ich zawarciu.
  7. Sąd uznał stanowisko STS i oddalił powództwo. Mówiąc krótko: gracz przegrał spór o wygraną z bukmacherem.

Jak to możliwe?

Figurka Temidy na tle flagi Polski.
Sądy stają po stronie bukmachera

Sąd wskazał na regulamin, który gracz zaakceptował, korzystając z usług bukmachera. Ponadto wziął pod uwagę specyfikę zakładów na żywo, w przypadku których kursy bukmacherskie zmieniają się dynamicznie, w zależności od przebiegu spotkania.

STS nie wprowadza ich samodzielnie, a korzysta z firmy, która dostarcza takich rozwiązań dla firm bukmacherskich. To jej błąd spowodował zatem błędny kurs, a pomyłka była oczywiście bardzo prosta – livescout ustalający zwyczajnie pomylił drużyny i wyższy współczynnik przyznał zespołowi wygrywającemu zamiast przegrywającemu. Dostawca wyników na żywo sam zresztą poinformował o tym firmę STS, sugerując jej wycofanie wniesionych zakładów.

Co więcej, sąd stwierdził, że regulamin bukmachera nie jest jego samowolnym tworem, ponieważ do jego zatwierdzenia potrzebna była zgoda administracyjna (Ministerstwa Finansów). A takich dokumentów nie dotyczy wspomniany art. 385, na który powoływał się gracz. Zatem mówiąc krótko: regulamin dopuszcza możliwość anulowania zakładów przez bukmachera, co ten wobec gracza uczynił. A sąd nie ma kompetencji, by w zatwierdzony przez Ministerstwo Finansów regulamin ingerować.

=> Jaka padła największa wygrana u bukmachera? W ostatnich latach największa STS wygrana to 500 tysięcy złotych.

Trzasnął drzwiami, kursy spadły

Jeszcze inny przypadek z udziałem STS miał miejsce w Nowym Sączu. Tym razem wszystko zaszło nieco dalej, a porządek wydarzeń był taki:

  1. Gracz obstawił zakłady metodą systemową na brak odgwizdania rzutu karnego i pokazania przez sędziego czerwonej kartki w kilku meczach Ekstraklasy. Kursy na te wydarzenia były nienaturalnie wysokie – odpowiednio 3,21 i 3,43. A stawka wniesiona przez gracza wyniosła 145,11 zł.
  2. Co istotne, gracz wniósł kupon w jednym z punktów stacjonarnych bukmachera, a nie drogą internetową. Niedługo po opuszczeniu przez niego lokalu okazało się, że STS znacząco obniżył wspomniane kursy – oba do 1,22.
  3. Kiedy typy okazały się trafne, gracz był przekonany, że przysługuje mu wygrana widniejąca na kuponie – 15,775,44 zł. Bukmacher nie odmawiał wypłacenia pieniędzy, ale oczywiście przeliczył je po niższym kursie. Z czym nie zgodził się gracz, który pozwał bukmachera do sądu.
  4. STS powołał się na ten sam regulamin i zapis o prawie do anulowania zakładów nie tylko po ich zawarciu, ale także po ich rozstrzygnięciu. Wskazał na ewidentną pomyłkę przy ustalaniu kursów, gdyż prawdopodobieństwo zdarzeń obstawionych przez gracza jest bardzo małe. Dodatkowo poparł to innym punktem regulaminu, który mówił o tym, że STS nie ustala kursów dowolnie, a kieruje się średnią kursów przyjętych przez dwie inne legalne firmy bukmacherskie.
  5. Sąd przyznał rację STS i odmówił wypłaty sumy, której gracz się domagał. Istotne w tej sprawie jest to, że bukmacher zdołał zmienić kursy kilka dni przez rozpoczęciem wskazanych spotkań. Co ciekawe, sąd wziął pod uwagę również doświadczenie gracza. Jak się okazało, klientem firm bukmacherskich był już od 15 lat. Według sądu oznaczało to, że miał on pełną świadomość błędnie zawyżonych kursów.

Oddaj pieniądze, to była pomyłka

A co, jeśli gracz ma już w ręce swoją wygraną? Czy może uznać, że już nic nie ma prawa jej mu odebrać? Sprawdźcie przebieg kolejnego zdarzenia:

  1. Miało ono miejsce w Sochaczewie. Ulubionym sportem do obstawiania były dla gracza sporty zimowe.
  2. Pewnego dnia zapoznawał się z ofertą kursów. Dostrzegł, że nadal istnieje możliwość obstawienia zakładów na mecze supergiganta mężczyzn, które trwały już od godziny z powodu zmiany zastosowanej przez organizatorów. I nie były to wcale zakłady na żywo.
  3. Gracz, w pełni świadomy błędu, początkowo postawił tylko drobną sumę, by przekonać się, jak zareaguje system. Gdy okazało się, że kupon jest zaakceptowany, postanowił wnieść kolejny o dużo wyższej stawce.
  4. Kupon został rozstrzygnięty – gracz otrzymał wygraną w wysokości 3349,52 zł. Pieniądze od razu przelał na swoje konto bankowe.
  5. Po dwóch dniach STS dopatrzył się swojego błędu. Wezwał gracza do zwrotu całości wygranej. Znów powołał się na regulamin i zapis, który umożliwiał mu uznać za nieważne wszelkie zakłady zawarte po rzeczywistym rozpoczęciu wydarzenia, którego dotyczą (z wyjątkiem zakładów na żywo). W takim przypadku wiążąca jest faktyczna godzina rozpoczęcia wydarzenia, a nie czas zakończenia przyjmowania zakładów.
  6. Jak myślicie, komu rację przyznał sąd?
  7. Oczywiście, bukmacherowi. Sędzia uznał, że wobec przyjętego regulaminu STS jak najbardziej miał prawo do anulowania zakładu. Gracz musi zdawać sobie sprawę, że nie może obstawiać wydarzeń, które już się rozpoczęły, wykorzystując przy tym błąd bukmachera. Na korzyść STS działał także art. 413 § 1 kodeksu cywilnego, który umożliwia mu domaganie się zwrotu wygranych pieniędzy – mówi on o możliwości żądania zwrotu świadczenia z gry lub zakładu, gdy były one nierzetelne.
  8. Gracz tłumaczył się, że otrzymaną kwotę wydał na bieżące potrzeby. Dla sądu to był żaden argument, gdyż stwierdził, że klient musi liczyć się z ewentualnym zwrotem pieniędzy już w momencie zawierania błędnego zakładu. Ostatecznie gracz musiał zwrócić całość wygranej.

Bukmacher to nie sklep

Paragraf regulaminu na ręce prawnika.
Bukmacher jest kryty zapisami w regulaminie.

Powyższe przypadki można porównać do sytuacji związanej z rozbieżnościami cen produktów w supermarketach.

Niemal każdy klient jest świadomy, że obowiązuje go ta widniejąca przy towarze - nawet, jeśli przy kasie okaże się, że jest droższy. Stanowi o tym przepis artykułu 5 ustawy z 9 maja 2014 roku o informowaniu o cenach towarów i usług.

W przypadku rozbieżności lub wątpliwości co do ceny za oferowany towar lub usługę konsument ma prawo do żądania sprzedaży towaru lub usługi po cenie dla niego najkorzystniejszej.

Jeśli ofertę kursów bukmacherskich uznać za produkt, to powyższy przepis powinien obowiązywać również bukmacherów. Oczywiście, z tą różnicą, że tym razem klient wolałby kurs wyższy, a nie niższy. Jak widać jednak na podstawie opisanych powyżej rzeczywistych zdarzeń, nie ma na to szans. Specyfika działalności bukmacherskiej, dynamika i zmienność oferty powodują, że wiążący dla bukmacherów jest ich regulamin wypracowany wspólnie z urzędnikami, a powyższy przepis ich nie dotyczy.

Dzięki przedstawionym casusom wiecie już, że tak naprawdę bukmacher zawsze ma rację, a przynajmniej zazwyczaj, bardzo rzadko gracz jest w stanie przechylić szalę na swoją korzyść. Pracownicy bukmachera czuwają nad poprawnością wszystkich kursów, nawet zamkniętych już wydarzeń czy zakończonych zawodów. Większość prób przechytrzenia go i liczenie na łut szczęścia są skazane na porażkę, a gracze zawsze będą na straconej pozycji wobec firm z potężnym zapleczem prawniczym. Zatem do wszelkich zasad mądrej i odpowiedzialnej gry u bukmachera dochodzi jeszcze jedna – jeśli widzisz podejrzanie wysoki i korzystny kurs, lepiej szukaj dalej.

W powyższych sytuacjach po „złej stronie mocy” znalazł się STS, jednak nie znaczy to, że bukmacher ten jest specjalnie krnąbrny w stosunku do graczy. W podobnych sytuacjach analogicznie zachował by się każdy polski bukmacher.

Podziel się
  • facebook
  • twitter
  • telegram

https://spryciarz.com/poradnik-typera/wygral-zaklady-bukmacher-odmowil-wyplaty-sprawa-w-sadzie-157

Oceń ten tekst

Podobne artykuły